Kiedy Mia się obudziła poczuła rozdzierający ból. Na początku nie wiedziała, dlaczego tak bardzo ją boli, jednak szybko przypomniała sobie o wczorajszym zajściu z ojcem. Zdjęła z siebie piżamę, bo zamierzała się przebrać. Zobaczyła na niej ogromną plamę krwi. Wiedziała, że jest źle. Poszła do łazienki i obmyła bolące plecy. Z rany nadaj krwawiło, dlatego nieudolnie zrobiła sobie opatrunek i założyła na siebie luźną bluzkę. Na nogi włożyła leginsy. Oczywiście była na czarno. Włosy związała w wysokiego kucyka i wyszła do szkoły. Ciężko było jej się poruszać. Sprawiało jej to ból, dlatego do szkoły dotarła autobusem. Weszła do klasy równo z dzwonkiem. Na szczęście nauczycielka tego nie zauważyła. Lekcja minęła jej bardzo powoli. Przez cały czas nie mogła się nawet podeprzeć o oparcie krzesła. Gdyby kto inny był na jej miejscu, prawdopodobnie, teraz by płakał z bólu. Mia była dość wytrzymała, dlatego jakoś się trzymała. Pod koniec lekcji do klasy wpadł jakiś chłopak. Dziewczyna go kojarzyła, tylko nie wiedziała skąd.
-Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam, czy to jest sala 212?-spytał.
-Owszem, mogę w czymś pomóc? Ach tak, ty pewnie jesteś tym nowym uczniem?-spytała nauczycielka.
-Tak, to ja, nazywam się David Smith-przedstawił się.
-Teraz już wiedziałam kim on jest. To był ten chłopak, który wpadł na mnie w lesie. Bałam się, że zacznie pytać o tamto zdarzenie, tak bardzo tego nie chciałam. Nie chciałam, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział-myślała Mia.
-W takim razie usiądź. Mam nadzieje, że szybko nadrobisz materiał-powiedziała pani Evans.
Chłopak rozejrzał się po klasie. Jedyne wolne miejsce było przed Mią. David zauważył, że dziewczyna mierzy go lodowatym spojrzeniem.
-Dalej David. Usiądź w ławce przed Mią-zachęciła nauczycielka.
Kiedy usłyszał to imię dla chłopaka wszystko stało się jasne. Już wiedział skąd kojarzy tę dziewczynę. To była ona, to ją spotkał w lesie. Niechętnie zajął miejsce. Mia do końca tej lekcji siedziała jak na szpilkach. Przez chłopaka zapomniała o plecach i się oparła.
-Aaaa!-krzyknęła mimowolnie.
-Co się stało Mio?-zapytała nauczycielka.
-Nic takiego, po prostu skaleczyłam się kartką-skłamała.
-W takim razie wróćmy do lekcji-powiedziała pani Evans.
Do końca lekcji dziewczyna była nieobecna. Czuła, że coś się dzieje z jej plecami. Coś niedobrego. Postanowiła, że po lekcjach pójdzie na pogotowie. Jeżeli będą pytać o okoliczności wyadku powie, że spadła ze schodów. Zadzwonił dzwonek.
-Jeszcze tylko dwie lekcje-powiedziała cichutko.
Wyszła na korytarz i dołączyła do paczki. Nieoczekiwanie zobaczyła tam nowego.
-O hej Mia! Chcielibyśmy ci przedstawić Davida. To przyjaciel Toma. Dołączy do naszej paczki-powiedziała Emma słodkim głosikiem.
-Tak, hej David-w głosie Mii dało się usłyszeć smutek.
-Mogę cię na chwilę poprosić Mia-rzekł David.
-Tak, czemu nie.
Odeszli kawałek, tak, żeby nikt nie mógł ich usłyszeć.
-Rozumiem, że nie chcesz, żeby ktokolwiek dowiedział się o tym, co widziałem w lesie?-spytał.
-Wolałabym, żeby się o tym nie dowiedzieli, ale jeśli chcesz to im powiedz-powiedziała obojętnym tonem i wróciła do przyjaciół.
Na jej twarzy zagościł firmowy uśmieszek i udawała, że się doskonale bawi. Chwilami, żeczywiście było dobrze, dopóki Paul nie klepnął jej w plecy. W oczach stanęły jej łzy. Miała ochotę krzyczeć z bólu.
-Co jest Mia?-spytał zatroskany kolega-Zrobiłem coś nie tak?
-Po prostu wczoraj spadłam ze schodów i trochę zabolało-wydukała przez zaciśnięte zęby. Czuła, że leje jej się krew.
-Może zaprowadzę cię do higienistki?-spytała zatroskana Lilly.
-Nie ma takiej potrzeby-odpowiedziała.
Lekcje mijały wyjątkowo wolno, gdy w końcu się skończyły Mia wybiegła i szybko udała się w stronę szpitala. Tam czekała w długiej kolejce, ale w końcu dostała się do gabinetu.
-Dzień dobry. W czym mogę pomóc?-spytał lekarz.
-Dzień dobry. Wczoraj wieczorem spadłam ze schodów. Z pleców lała mi się krew, dość obficie. Do dziś bardzo mnie bolą. Pomyślałam, że lekarz powinien je obejrzeć-powiedziała jednym tchem Mia.
-Dobrze, w takim razie proszę zdjąć koszulkę i się położyć. Dziewczyna wykonała polecenia. Kiedy lekarz zobaczył jej plecy spytał:
-Jest pani pewna, że spadła ze schodów?
-Tak.
Obejrzał plecy, zrobił kilka badań i opatrunek.
-Nie wygląda to dobrze. Czy mogłaby pani zostać u nas na obserwacji?
-Przkro mi, ale to niemożliwe-powiedziała zdecydowanym tonem Mia.
-W takim razie proszę brać leki, na które wypisałem pani receptę i regularnie zmieniać opatrunek-łagodnie powiedział lekarz.
-Dziękuję, czy to wszystko?
-Tak.
-Jeszcze raz dziękuję. Do widzenia.
Dziewczyna wstąpiła po drodze na cmentarz i zapaliła znicz na grobie matki. Ze łzami w oczach poszła do domu. Tym razem umknęła ojcu. Zamknęła się w pokoju, pouczyła trochę i zmęczona zasnęła.
piątek, 3 stycznia 2014
Rozdział I
Nie znam jeszcze waszej oceny, ale kto nie ryzykuje ten nie zyskuje.
______________________
Mia obudziła się dziś dość wcześnie. W jej głowie od razu pojawiły się czarne myśli.
-Zaczął się kolejny koszmarny dzień. Wolałabym umrzeć niż kolejny raz go zobaczyć-myślała.
Osobą, której nie chciała widzieć był jej ojciec. Obawiała się, że znów ją pobije. Siniaki na plecach coraz trudniej było ukryć. Nie chciała również zostać zwyzywana. Te słowa wypowiadane z ust jej ojca wyjątkowo bolały. Tak bardzo chciała uniknąć kolejnej awantury. Wiedziała jakby się skończyła. Była dużo słabsza od ojca. Fizycznie i, jak jej się wydawało, psychicznie. To drugie nie było prawdą. Gdyby miała słabą psychikę już dawno by ze sobą skończyła.
Dziewczyna starała się na chwilę zapomnieć o problemach. Musiała normalnie funkcjonować. Wzięła szybki prysznic, ubrała czarne rurki, ciemną bokserkę i czarny, rozpinany sweter z ćwiekami. Na nogi włożyła ciemne, lekko znoszone trampki. Jej strój był w takich kolorach, ponieważ była w żałobie po matce. Pospiesznie związała włosy, wzięła swoją torbę i szybko wybiegła z domu. Ojciec ją zauważył, jednak był tak pijany, że nie był w stanie, o własnych siłach, ustać na nogach. Mia słyszała tylko wyzwiska kierowane w jej stronę. Gdyby nie to, że szła do szkoły już dawno by się rozpłakała. Ojciec zadał jej tyle bólu tymi słowami. Kiedy słyszała je od kogoś innego bolały, usłyszane od ojca uderzały w nią z podwójną siłą.
Do ósmej zostało sporo czasu, więc postanowiła pójść do szkoły na nogach. Truchcikiem przebiegła przez niewielki lasek. Do pokonania został jej już tylko park. Tę odległość pokonała szybkim marszem. W szkole zjawiła się za dziesięć ósma. Nie miała ochoty przebywać dziś na lekcjach, ale musiała tam zostać, gdyż starała się o stypendium. Bez niego nie byłaby w stanie kontynuować nauki. Wreszcie rozległ się dzwonek. Na pierwszej lekcji miała matematykę. Była słabo przygotowana, gdyż w warunkach, jakie panowały w jej domu ciężko było się uczyć. Na szczęście nie została zaskoczona kartkówką, odpowiedzią czy też innym okropieństwem. Reszta lekcji minęła w miarę spokojnie. W trakcie przerw przebywała ze swoją paczką. Udawała, że świetnie się bawi. Jej myśli zajmowało coś innego niż rozmowy przyjaciół. Myślała o tym co ze sobą zrobi po szkole. Do domu przecież nie wróci. Z rozmyśleń wyrwał ją głos Emmy.
-Mia! Halo tu ziemia!-krzyczała przyjaciółka, wymachując przed nią rękami.
-Tak? O co chodzi?-spytała zaskoczona dziewczyna.
-Mam wrażenie, że jesteś jakaś nieobecna. Co się dzieje?-jej przyjaciółka próbowała się czegoś dowiedzieć.
-Nie, nic. Po prostu się zamyśliłam-tłumaczyła.
-A powiesz nam o czym tak myślałaś? A może raczej o kim?
-Jasne, to nie jest żadna tajemnica. Zastanawiałam się nad testem, który będziemy pisać z polaka-skłamała.
-Na pewno ci uwierze...Jak nie chcesz to nie mów.
Na szczęście zadzwonił dzwonek i Mia nie musiała się dalej tłumaczyć. Weszli do sali, a polonistka rozdała testy. W głowie dziewczyny panowała kompletna pustka. Na szczęście ciągle mogła liczyć na Emme. Gdyby nie przyjaciółka, o ile może ją tak nazwać, nic by nie napisała. Polski był ostatnim przedmiotem tego dnia. Dziewczyna wyszła ze szkoły. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Postanowiła, że najpierw pójdzie na grób mamy. Niedługo później była już na cmentarzu. Uklęknęła i pomodliła się za mamę. Rozejrzaja się w koło. W pobliżu nikogo nie było, czuła, jak łzy zaczynają spływać jej po policzkach, to wszystko tak bardzo bolało, a ona tęskniła.Przesiedziała przy grobie ponad godzinę. Uznała, że powoli będzie wracać... Po drodze znów się rozpłakała. Kochała ojca, ale nie chciała do niego wracać. Chciała go odzyskać, takiego jaki był wcześniej, trzeźwego. Usiadła pod drzewem i zaczęła płakać. Było już ciemno, ale doskonale znała ten las, więc nie bała się. Nagle poczuła mocny ból. Ktoś ją przewrócił. Rozejrzała się wkoło. Zobaczyła jakiegoś chłopaka leżącego nieopodal. Podniósł się szybciej niż ona. Podszedł do niej.
-Nic ci niej jest? Czy ty płaczesz?-pytał chłopak.
-Nic mi się nie stało-warknęła wściekła Mia.
-Czy coś cię boli? Dlaczego płaczesz?-nie dawał jej spokoju.
-Mówiłam, że nic mi się nie stało i wcale nie płaczę!-wykrzyczała dziewczyna.
-Przecież widzę. Masz opuchnięte oczy, a poza tym jesteś rozmazana.
-Tak płaczę!! A wiesz dlaczego?! Bo moje życie się sypie! Bo wiem, jakiego potrafi dać kopa!! Jakbyś komuś powiedział, że Mia płakała nikt by ci nie uwieżył! Płaczę! Ja płaczę!-krzyczałam.
-Nie tylko ty to wiesz! Wielu ludzi cierpi owiele bardziej! Pewnie rzucił cię chłopak, a t myślisz, że to koniec świata!!-teraz to chłopak podniósł ton.
Wyraźnie zdenerwowany szybko odszedł. Mia postanowiła zaryzykować i pójść do domu. Ojciec na nią czekał. Chciała uciec, ale było za późno. Był wstawiony, widziała. Zamkną drzwi, żeby uniemożliwić jej ucieczkę i zaczął krzyczeć:
-Gdzieś ty tyle była szmato?!
Dziewczyna się nie odezwała, za bardzo się bała.
-Odpowiedz!!-krzyknął poirytowany.
-Na grobie mamy-powiedziała cichutko.
Dostała w twarz, nie miała pojęcia za co.
-Dawaj pieniądze!-krzyknął.
Mia wiedziała, że ojciec potrzebuje ich na alkohol.
-Nie mam-mówiąc to ukryła w dłoniach twarz.
Tym razem dostała w plecy. Było to tak mocne uderzenie, że upadła, a z obolałych pleców polała jej się krew. Zaczęła płakać. Prawdopodobnie za łzy ponownie została spoliczkowana. Po tym ojciec jej odpóścił i wyszedł. Dziewczyna wciąż leżała na podłodze. Nie mogła się podnieść. Po jakichś 10 minutach udało jej się i podpierając się o ścianę poszła do łazienki. Po dotknięciu pleców na ręce Mii pozostała plama z krwi. Była przerażona. Weszła pod prysznic i zimną wodą spłukała z siebie krew. Przebrała się w piżamę i położyła. Musiała leżeć na brzuchu. Plecy za bardzo ją bolały. Długo płakała. W końcu zmorzył ją sen.
______________________
Mia obudziła się dziś dość wcześnie. W jej głowie od razu pojawiły się czarne myśli.
-Zaczął się kolejny koszmarny dzień. Wolałabym umrzeć niż kolejny raz go zobaczyć-myślała.
Osobą, której nie chciała widzieć był jej ojciec. Obawiała się, że znów ją pobije. Siniaki na plecach coraz trudniej było ukryć. Nie chciała również zostać zwyzywana. Te słowa wypowiadane z ust jej ojca wyjątkowo bolały. Tak bardzo chciała uniknąć kolejnej awantury. Wiedziała jakby się skończyła. Była dużo słabsza od ojca. Fizycznie i, jak jej się wydawało, psychicznie. To drugie nie było prawdą. Gdyby miała słabą psychikę już dawno by ze sobą skończyła.
Dziewczyna starała się na chwilę zapomnieć o problemach. Musiała normalnie funkcjonować. Wzięła szybki prysznic, ubrała czarne rurki, ciemną bokserkę i czarny, rozpinany sweter z ćwiekami. Na nogi włożyła ciemne, lekko znoszone trampki. Jej strój był w takich kolorach, ponieważ była w żałobie po matce. Pospiesznie związała włosy, wzięła swoją torbę i szybko wybiegła z domu. Ojciec ją zauważył, jednak był tak pijany, że nie był w stanie, o własnych siłach, ustać na nogach. Mia słyszała tylko wyzwiska kierowane w jej stronę. Gdyby nie to, że szła do szkoły już dawno by się rozpłakała. Ojciec zadał jej tyle bólu tymi słowami. Kiedy słyszała je od kogoś innego bolały, usłyszane od ojca uderzały w nią z podwójną siłą.
Do ósmej zostało sporo czasu, więc postanowiła pójść do szkoły na nogach. Truchcikiem przebiegła przez niewielki lasek. Do pokonania został jej już tylko park. Tę odległość pokonała szybkim marszem. W szkole zjawiła się za dziesięć ósma. Nie miała ochoty przebywać dziś na lekcjach, ale musiała tam zostać, gdyż starała się o stypendium. Bez niego nie byłaby w stanie kontynuować nauki. Wreszcie rozległ się dzwonek. Na pierwszej lekcji miała matematykę. Była słabo przygotowana, gdyż w warunkach, jakie panowały w jej domu ciężko było się uczyć. Na szczęście nie została zaskoczona kartkówką, odpowiedzią czy też innym okropieństwem. Reszta lekcji minęła w miarę spokojnie. W trakcie przerw przebywała ze swoją paczką. Udawała, że świetnie się bawi. Jej myśli zajmowało coś innego niż rozmowy przyjaciół. Myślała o tym co ze sobą zrobi po szkole. Do domu przecież nie wróci. Z rozmyśleń wyrwał ją głos Emmy.
-Mia! Halo tu ziemia!-krzyczała przyjaciółka, wymachując przed nią rękami.
-Tak? O co chodzi?-spytała zaskoczona dziewczyna.
-Mam wrażenie, że jesteś jakaś nieobecna. Co się dzieje?-jej przyjaciółka próbowała się czegoś dowiedzieć.
-Nie, nic. Po prostu się zamyśliłam-tłumaczyła.
-A powiesz nam o czym tak myślałaś? A może raczej o kim?
-Jasne, to nie jest żadna tajemnica. Zastanawiałam się nad testem, który będziemy pisać z polaka-skłamała.
-Na pewno ci uwierze...Jak nie chcesz to nie mów.
Na szczęście zadzwonił dzwonek i Mia nie musiała się dalej tłumaczyć. Weszli do sali, a polonistka rozdała testy. W głowie dziewczyny panowała kompletna pustka. Na szczęście ciągle mogła liczyć na Emme. Gdyby nie przyjaciółka, o ile może ją tak nazwać, nic by nie napisała. Polski był ostatnim przedmiotem tego dnia. Dziewczyna wyszła ze szkoły. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Postanowiła, że najpierw pójdzie na grób mamy. Niedługo później była już na cmentarzu. Uklęknęła i pomodliła się za mamę. Rozejrzaja się w koło. W pobliżu nikogo nie było, czuła, jak łzy zaczynają spływać jej po policzkach, to wszystko tak bardzo bolało, a ona tęskniła.Przesiedziała przy grobie ponad godzinę. Uznała, że powoli będzie wracać... Po drodze znów się rozpłakała. Kochała ojca, ale nie chciała do niego wracać. Chciała go odzyskać, takiego jaki był wcześniej, trzeźwego. Usiadła pod drzewem i zaczęła płakać. Było już ciemno, ale doskonale znała ten las, więc nie bała się. Nagle poczuła mocny ból. Ktoś ją przewrócił. Rozejrzała się wkoło. Zobaczyła jakiegoś chłopaka leżącego nieopodal. Podniósł się szybciej niż ona. Podszedł do niej.
-Nic ci niej jest? Czy ty płaczesz?-pytał chłopak.
-Nic mi się nie stało-warknęła wściekła Mia.
-Czy coś cię boli? Dlaczego płaczesz?-nie dawał jej spokoju.
-Mówiłam, że nic mi się nie stało i wcale nie płaczę!-wykrzyczała dziewczyna.
-Przecież widzę. Masz opuchnięte oczy, a poza tym jesteś rozmazana.
-Tak płaczę!! A wiesz dlaczego?! Bo moje życie się sypie! Bo wiem, jakiego potrafi dać kopa!! Jakbyś komuś powiedział, że Mia płakała nikt by ci nie uwieżył! Płaczę! Ja płaczę!-krzyczałam.
-Nie tylko ty to wiesz! Wielu ludzi cierpi owiele bardziej! Pewnie rzucił cię chłopak, a t myślisz, że to koniec świata!!-teraz to chłopak podniósł ton.
Wyraźnie zdenerwowany szybko odszedł. Mia postanowiła zaryzykować i pójść do domu. Ojciec na nią czekał. Chciała uciec, ale było za późno. Był wstawiony, widziała. Zamkną drzwi, żeby uniemożliwić jej ucieczkę i zaczął krzyczeć:
-Gdzieś ty tyle była szmato?!
Dziewczyna się nie odezwała, za bardzo się bała.
-Odpowiedz!!-krzyknął poirytowany.
-Na grobie mamy-powiedziała cichutko.
Dostała w twarz, nie miała pojęcia za co.
-Dawaj pieniądze!-krzyknął.
Mia wiedziała, że ojciec potrzebuje ich na alkohol.
-Nie mam-mówiąc to ukryła w dłoniach twarz.
Tym razem dostała w plecy. Było to tak mocne uderzenie, że upadła, a z obolałych pleców polała jej się krew. Zaczęła płakać. Prawdopodobnie za łzy ponownie została spoliczkowana. Po tym ojciec jej odpóścił i wyszedł. Dziewczyna wciąż leżała na podłodze. Nie mogła się podnieść. Po jakichś 10 minutach udało jej się i podpierając się o ścianę poszła do łazienki. Po dotknięciu pleców na ręce Mii pozostała plama z krwi. Była przerażona. Weszła pod prysznic i zimną wodą spłukała z siebie krew. Przebrała się w piżamę i położyła. Musiała leżeć na brzuchu. Plecy za bardzo ją bolały. Długo płakała. W końcu zmorzył ją sen.
Prolog
Mia to 17-letnia dziewczyna, mieszkająca we Wrocławiu. Jest naturalną blondynką o pięknych niebieskich oczach. Ma 168cm wzrostu i jest szczupłą osóbką.
Jej życie od pewnego czasu się sypie. Wcale nie dlatego, że rzucił ją chłopak. Ma owiele większe problemy chociaż tego po sobie nie pokazuje. Jakiś czas temu straciła matkę. Po jej śmierci ojciec się załamał. Żeby zapomnieć zaczął pić. Kiedy jest pijany nie potrafi się kontrolować. Bije córkę. Dziewczyna okropnie się go boi, jednak nie potrafi nic z tym zrobić.
Mimo wszystko Mia udaje silną. Chociaż tego nie widzi, pogrąża się tym. W dniu śmierci matki obiecała sobie, że będzie udawała, że wszystko jest ok. Postanowiła, że nigdy nie rozpłacze się na czyichś oczach. Nikomu nie zwierzała się ze swoich problemów. Tylko nieliczni wiedzieli o śmierci jej matki. Kiedy spotykała się ze znajomymi na jej twarzy gościł sztuczny uśmiech, który nauczyła się wymuszać. Nawet jej najbliźsi nie mieli pojęcia o tym, co dzieje się w jej życiu, przez co nie mogli jej pomóc. Dosyć często uciekała od problemów poprzez alkohol. W przeciwieństwie do swojego ojca znała granice i zawsze się kontrolowała.
_____________________________________________________
I jak podoba się?? Proszę o opinię. Na poprzednim blogu przeczytałam pewien komentarz i zastanawiam się, czy osobie, która go dodała chodziło o taką tematyke. Zapraszam do komentowania.
Jej życie od pewnego czasu się sypie. Wcale nie dlatego, że rzucił ją chłopak. Ma owiele większe problemy chociaż tego po sobie nie pokazuje. Jakiś czas temu straciła matkę. Po jej śmierci ojciec się załamał. Żeby zapomnieć zaczął pić. Kiedy jest pijany nie potrafi się kontrolować. Bije córkę. Dziewczyna okropnie się go boi, jednak nie potrafi nic z tym zrobić.
Mimo wszystko Mia udaje silną. Chociaż tego nie widzi, pogrąża się tym. W dniu śmierci matki obiecała sobie, że będzie udawała, że wszystko jest ok. Postanowiła, że nigdy nie rozpłacze się na czyichś oczach. Nikomu nie zwierzała się ze swoich problemów. Tylko nieliczni wiedzieli o śmierci jej matki. Kiedy spotykała się ze znajomymi na jej twarzy gościł sztuczny uśmiech, który nauczyła się wymuszać. Nawet jej najbliźsi nie mieli pojęcia o tym, co dzieje się w jej życiu, przez co nie mogli jej pomóc. Dosyć często uciekała od problemów poprzez alkohol. W przeciwieństwie do swojego ojca znała granice i zawsze się kontrolowała.
_____________________________________________________
I jak podoba się?? Proszę o opinię. Na poprzednim blogu przeczytałam pewien komentarz i zastanawiam się, czy osobie, która go dodała chodziło o taką tematyke. Zapraszam do komentowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)